| Hlôdyn Jörð Laaksonen / Snow |
Usiadła na parapecie, w swoim pokoju. Spojrzała w gwiazdy, uwielbiała noc. Uwielbiała obserwować nocne niebo. Wybierać się na nocne spacery. Ciemność dawała jej spokój i poczucie bezpieczeństwa. Na północy Finlandii noce te były wyjątkowo spokojne i wyjątkowo ciemne, jeśli tylko nie uraczyła ich zorza. Podciągnęła kolana pod brodę i przymknęła ciemne oczy. Słyszała kłótnię matki i jej partnera. Kłócili się tak coraz częściej. Nie żeby specjalnie ją to obchodziło, nie była zbyt wrażliwa. Martwiło ją jednak, że coraz częściej kłótnie te sprowadzały się do niej. Jej matka znała Kaia niewiele ponad trzy lata, ale czasami dziewczynie wydawało się, że znali się już wcześniej. Choć zawsze była do niego sceptycznie nastawiona.
- Jeszcze raz! Wyrzucę ją...
- Nie masz takiego prawa! To mój dom!
- Ale nie Twoja córka.
Kroki, trzask zamykanych drzwi. Kai idący przez śnieg do samochodu. Hlôdyn drgnęła. Co on miał na myśli, wypowiadając te słowa do matki. Nagle wszystkie jej dziecinne lęki powróciły ze zdwojoną siłą...
- Dobrze, dzieci. Koniec zabawy, wracamy do klasy. Timo, zostaw już tego kota! Mówiłam, zebyś go nie dotykał. Hlôdyn... Hlôdyn?
Ktoś nią potrząsnął. Ciche przekleństwo, znów czyjś krzyk. Karetka? Ale po co karetkę, Czuła się wspaniale. Nigdy nie czuła się lepiej w całym swoim ośmioletnim życiu. Czuła przyjemne ciepło, które zaczęło się w palcach rąk i stóp i dalej, powoli rozprzestrzeniało się po jej małym ciałku. Uchyliła zamknięte do tej pory powieki i spojrzała na swoją nauczycielkę. Była dziwnie niewyraźna i rozmazana. Tak jakby dziewczynka obserwowała ją przez czerwoną wodę lub... ogień?
- Czy Ty widziałaś jej oczy? Ona nie jest albi... O kurwa! Szybciej, dzwoń!
Hlôdyn zaskoczył ten nagły wybuch nauczycielki. Co się stało? Dziewczynka chciała wstać i zapytać czy coś się stało. Jednak nie potrafiła się poruszyć. Przyjemne ciepło zamieniło się w gorąco, które choć jej nie parzyło, nie należało do zbyt przyjemnych. Mała czuła narastający ból głowy, nadal nie mogła oderwać się od ziemi. W końcu podskoczyła w górę, przed oczami zatańczył czarny mrok, krzyk nauczycielki ucichł, potem była już tylko twarda ziemia.
- Nie potrafisz nad tym panować, kochanie?
Pokręciła główką, jej płomienne loki zatańczyły cicho. Matka westchnęła tylko i wstała, pozostawiając ją w fotelu. Chciała wyjść z pokoiku dziecka.
- Mamusiu...
Obróciła się. Nie była groźna, była zmartwiona.
- Ja nie chciałam przestraszyć pani Berg...
- Wiem, złotko. Nie myśl już o tym.
- Dziwadło! Nie będę się z Tobą bawić, bo mnie podpalisz!
Na początku Hlôdyn była zdziwiona zachowaniem kolegów. Przecież zawsze ją lubili. Jednak w końcu mama wytłumaczyła jej co się stało. Dziewczynka nie wierzyła w to. Przecież to niemożliwe, umarłaby. Ogień zabija. Często oglądała swoje rączki, starała się zawsze cienko ubierać, nie nosić rękawiczek, żeby zawsze ręce mieć zimne. Ślepo wierzyła, że to pomaga jej zapanować nad ogniem, który już się nie pojawił. Ale docinki dzieci również nie zniknęły. A nauczycielka? Bała się Hlôdyn tak jak i reszta. Bała się malutkiego, jeszcze bardziej przerażonego dziecka!
- Nie jestem dziwadłem...
- Nie, nie umówię się z Tobą... - Burknęła po raz setny. Ależ ten blondyn był uparty. Męczył ja tak już od dwóch tygodni. Nawet nie znała jego imienia i wcale nie chciała poznać. Raz jeden umówiła się na randkę i była to porażka. Po miesiącu znajomości postanowiła zwierzyć się chłopakowi ze swej największej tajemnicy, ufała mu. Opowiedziała mu kilka przypadków z dzieciństwa. O tym jak w wieku 15 lat zaczęła nad tym panować. Wiedziała już najpierw jej oczy przybierają barwę szkarłatnej czerwieni, potem zaczyna czuć ciepło. Wiedziała jak nad tym panować. Cóż, po prostu wiedziała jak płonąć. Aatami zmierzył ją wtedy takim wzrokiem, że poczuła dreszcze. Rzucił kilka niewyszukanych słów w jej stronę i po prostu wyszedł, zostawiając ją samą w restauracji. Nic przedtem ani potem jej tak nie bolało. Postanowiła, że już nigdy nikomu o tym nie powie. I że zostanie sama.
- Odwal się. Wbij sobie do głowy, że nie pójdę z Tobą na żadne lody. - Warknęła i weszła do klasy.
- Od zawsze czułam, że coś jest nie tak. Moja matka jest normalna, mam nadzieję, że Liisa też.
- Liisa ma dopiero roczek, nic jeszcze nie wiadomo...
- Wypluj to, Luukas! Nie wolno Ci tak mówić, Liisa nie może przez to przechodzić... Jak myślisz? Czy to wszystko to tylko przejściowe, czy to się skończy? Wiem, wiem, że nie... Luu, ale Tobie to nie przeszkadza, prawda?
- Oczywiście, że nie... Jeśli tylko nie podpalisz mnie kiedy wrócę pijany do domu, to...
- Jesteś okropny Luu!
Nie za wysoka, blada dziewczyna stała nad rozkopanym grobem, choć wszyscy już dawno się rozeszli. Czerwone fale targał silny wiatr, owiewał jej zziębniętą twarz, po której spływały łzy. Przekrwione oczy pozostawały zamknięte. Schudła przez ostatnie dwa tygodnie i to bardzo. Czarny płaszczyk kupiony niedawno przez matkę prawie na niej wisiał. Obejmowała dłońmi drżące ramiona. Nie wierzyła, że tak musiało być. Ludzie pieprzyli. Tak wcale nie miało być! Płatki śniegu z wolna osadzały się na jej włosach i ubraniu. Nawet nie zastanawiało jej, dlaczego od razu nie topnieją, jak to miało miejsce zwykle. Pamiętała noc sprzed dwóch tygodni. Jej pierwszą prawdziwą noc z nim. Pamiętała jak cudownie było. Był czuły i kochany. Inni niż reszta, którą znała. Wtedy tak bardzo się cieszyła, że jednak pozwoliła jasnowłosemu zaprosić się na te lody, które okazały się jednak ciastem i gorącą herbatą. Tak długo rozmawiali tej nocy. Opowiedziała mu wszystko o sobie a on jedynie ją przytulił. Nie uciekł... Zaakceptował ją taką jaka była. Tak... Mogła się w nim zakochać, po jednej nocy była pewna, że mogła pozwolić sobie na ten luksus, a on jej nie zrani. I była tak bardzo wściekła, gdy następnego dnia nie odbierał od niej telefonów. Przeklinała go w myślach i na głos. A potem dostała wiadomość od jego siostry, że miał wypadek... Ale jaki wypadek! To nie mógł być on, to kto inny leży w szpitalu! Hlôdyn znów zaczęła szlochać. Dotknęła zziębniętymi, sinymi palcami tabliczki i po prostu odeszła.
Luukas Vanhala
ur. xx.xx.xxxx
zm. xx.xx.xxxx
Po wyjściu Kaia długo rozmawiała z matką. Nie wierzyła, że kobieta całe życie przed nią ukrywała, że Hlôdyn została adoptowana. Co gorsze, kobieta doskonale wiedziała gdzie znajduje się jej rodzina, co się z nimi dzieje. Czerwonowłosa dowiedziała się o istnieniu siostry bliźniaczki, Sillvianne. O tym co się wydarzyło. I była wściekła na Riittę, która przez tyle lat była dla niej matką, że nie zrobiła nic, by pomóc jej siostrze.
To nie była jej rodzina. Ritta, Kai i malutka Liisa, która miała już dwa latka... To byli dla niej obcy ludzie. Cieszyła się przynajmniej, ze złotowłosa, rezolutna Liisa nie będzie miała tych zdolności co Hlôdyn. Właśnie wtedy wyciągnęła od Riitty adres pobytu jej siostry. Zdziwiła ją nazwa szkoły. Jednak Riitta nie chciała jej zatrzymywać.
- Jedź, tam będzie Ci lepiej... Dawno powinnam Cię tam wysłać, zamiast na siłę trzymać między normalnymi ludźmi....
A więc ja kim jestem?! Hlôdyn spojrzała na nią pogardliwie. Jak mogła sugerować jej, że nie pasuje tu? I bez tego się tak czuła. Dziewczyna spakowała się jeszcze tego wieczora. Pożegnała się z małą, zapłakaną siostrzyczką i wsiadła na motor, by dotrzeć aż do Szkoły Białego Kruka.
SUCHE INFORMACJE
Wzrost: 168 cm
Waga: 60 kg
Kolor oczu: ciemnozielone / czerwone
Kolor włosów: czerwone
Umiejętności: panowanie nad ogniem, szybkość, niewielka zwinność, ale siła
Znaki szczególne: nausznica w kształcie smoka, na lewym uchu




